Jakiś czas temu dotarła do mnie przesyłka z  czeskimi kosmetykami BIO Bione Cosmetic ze sklepu Ecostory . Firma Bione Cosmetics bardzo dużą uwagę przykłada do składów kosmetyków, dlatego nie znajdziemy w nich żadnych, SLS-ów, parabenów, silikonów i innych tego tupu ulepszaczy. Próżno tu też szukać składników pochodzenia zwierzęcego. Zamiast tego produkty bogate są w drogocenne dla naszej skóry roślinne składniki, które nie uczulają i nie podrażniają. 
Ja do testów wybrałam serię Cannabis, czyli z ekstraktem z konopii siewnej.







Śniadanie dla skóry



Już sama nazwa produktu brzmi bardzo intrygująco, a gdy tylko zobaczyłam, że kosmetyk rozprowadza się w formie mgiełki to jak najszybciej chciałam go użyć. To co najbardziej zwróciło moją uwagę tuż po pierwszej aplikacji, to natychmiastowe odświeżenie i nawilżenie skóry, a także przepiękny zapach produktu. Po dłuższym czasie używania śmiało mogę powiedzieć, że moja skóra nabrała więcej blasku, stała się bardziej nawilżona i gładka, a sama aplikacja produktu jest tak przyjemnym rytuałem, że ciężko o niej zapomnieć, czy z lenistwa z niej zrezygnować. 
Kolejnym plusem jest to, że kosmetyk ma bardo przyjemny skład i nadaje się do stosowania na twarz, dekolt, a także całe ciało.Świetnie sprawdzi się w też w nagłych sytuacjach, gdy nie mamy czasu użyć balsamu do ciała, czy jakiegoś olejku,a czujemy, że nasza skóra jest sucha, szorstka czy ściągnięta.

ZALETY:

- nawilża, odżywia i chroni skórę przed działaniem wolnych rodników
-  koi i tonizuje skórę
- świetny skład produktu
- przepiękny, orzeźwiający zapach 
- aplikacja w formie mgiełki
- produkt nadający się na różne parte ciała
- mgiełka jest bardzo wydajna

WADY:

Naprawdę, nie zauważyłam!

Dodam tylko, że cena produktu to 17 zł za 260ml  i możemy go nabyć tutaj.


OCENA:

6/6



Regenerująco-odżywczy szampon do włosów





Jest to jeden z zaledwie kilku szamponów, które mogę określić mianem najlepszych jakie stosowałam. Nie wiem, czy też tak kiedyś mieliście, że już po użyciu samego szamponu wasze włosy były tak gładkie, miękkie i lśniące jakby nałożona była na nie dobra maska do włosów?Ja właśnie tak, mam po zastosowaniu tylko tego szamponu. I choć już wykańczam opakowanie tego "cuda" to za każdym razem gdy go używam szokuje mnie tak samo swoim działaniem. 
Dodatkowym atutem jest to, że pomimo braku w składzie substancji typu SLS i SLES produkt doskonale się pieni oraz dokładnie oczyszcza włosy i skórę głowy.

ZALETY:

- odczuwalne, już po pierwszym myciu nawilżenie, wygładzenie i odżywienie włosów 
- doskonały skład produktu, bez SLS I SLES
- bardzo ładny, delikatny zapach produktu
-  bardzo dobrze oczyszcza skórę głowy
-  regeneruje i wzmacnia


WADY:

-troszkę mało wydajny


OCENA:

6/6  Mój ideał wśród szamponów:)


Cena szamponu tu 15zł za 200ml



Przeciwzmarszczkowe serum ochronne




Nie wiem jak to się stało, że wszystkie trzy czeskie kosmetyki okazały się być genialne. Serum do twarzy Cannabis to, także bardzo dobry produkt, który bardzo polubiłam. Idealnie odżywia, nawilża i odświeża skórę twarzy. Serum możemy stosować zarówno wieczorem jak i rano, ponieważ świetnie nadaje się także pod makijaż, szybko się wchłaniając i nie zostawiając na twarzy żadnego filmu.
Po dłuższym używaniu skóra nabiera blasku, jest bardziej wygładzona, nawilżona, a także uspokojona. 
Nie zauważyłam tylko czy kosmetyk redukuje zmarszczki, ale same wiecie , że krem czy serum nie tak łatwo radzą sobie z tym problemem, i potrzeba długiego stosowania kosmetyku bo zauważyć takie zmiany.


ZALETY:

- odżywia, nawilża i wygładza skórę
- koi i łagodzi podrażnienia
- szybko się wchłania
- nie pozostawia na skórze filmu
- bardzo ładnie pachnie, podobnie jak inne produkty Cannabis
- świetny, bogaty w substancje drogocenne dla naszej skóry skład produktu


WADY:

- nie zauważyłam zmniejszenia widoczności zmarszczek


OCENA:

5/6


Podsumowując, wszystkie produkty Bione Cosmetics jakie udało mi się przetestować okazały się być bardzo dobre. Zastanawiam, się jak jest z innymi czeskimi kosmetykami? Czy też są tak dobre?
 Jeśli chodzi o serię Cannabis bardzo przypadła mi do gustu, a jej zapach jest piękny. Szczególnie pokochałam szampon do włosów, który okazał się być genialny jak i śniadanie do ciała, które sprawiło, że codzienna jego aplikacja sprawia mi wielką przyjemność. 
Polecam Wam sprawdzić kosmetyki tej firmy, gdyż świetnie działają, mają doskonałe, hipoalergiczne składy  i nie są drogie. Wszystkie powyższe produkty znajdują się w sklepie ecostory.pl




To jeden z pierwszych wpisów po mojej przerwie od blogowania,a ja od razu piszę Wam o bublach, na które trafiłam. No, ale co tu zrobić, jak chce się jak najszybciej pozbyć tych "bezużytecznych" dla mnie kosmetyków. A myślę, że i Wam może się przydać moja przestroga przed tymi nie zdającymi testu produktami.






Na pierwszy ogień daję eyeliner, który początkowo sprawiał wrażenie  porządnego i przede wszystkim trwałego linera do powiek w niedrogiej cenie, z dobrą końcówką i intensywnie czarnym tuszem. Niestety, pomimo tego, że eyeliner Essence Superfine pozwalał stworzyć piękną i precyzyjną kreskę na mojej powiece, nie spisał się dobrze,a nawet gorzej -spisał się tragicznie! Gdzieś po godzinie od namalowania kresek, "przeniosły" się one pod moje brwi i uwierzcie mi, że wyglądało to koszmarnie, a właśnie tak umalowałam się do pracy....
Zrażona tym produktem, dopiero po kilku tygodniach dałam mu jeszcze jedną szansę. Stwierdziłam, że jak użyję bazy pod cienie i dokładniej zmatowię całą powiekę, to może ten eyeliner jednak się sprawdzi.Niestety, zawiodłam się kolejny raz i znowu liner odbił mi się pod brwiami...
Dodam, że raczej nie mam problemu z odbijaniem się tuszy czy eyelinerów na powiekach. Tak, więc liner ten to dla mnie istny koszmar!





OCENA:

2/6



Kolejny nieudacznik należy do tej samej kategorii produktów, co poprzedni. Tym razem chodzi jednak o tusz do rzęs z firmy Pierre Rene "Volumator". Niestety świetna, duża szczoteczka produktu, która zapowiadała się genialnie, została tu połączona z moim zdaniem, dość słabym jakościowo tuszem. O ile na początku produkt radził sobie jako tako ( choć daleko mu było do ideału) , o tyle już po kilku tygodniach stosowania zmienił swoją konsystencję na taką, która koszmarnie zlepia rzęsy. W efekcie tego, maskara zamiast podkreślać rozczesane szczoteczką rzęsy, zaczęła je sklejać w tzw "pajączki".




OCENA:

2/6



Do bubli: tuszu i eyelinera, niestety muszę dołączyć produkt, który teoretycznie powinien je zmywać, a niestety tego nie czynił. Żel micelarny 3 w 1 Vis Plantis, bo o nim tu mowa to istny "rozmazywacz" makijażu, a nie zmywacz. Nie wiem co mnie podkusiło, że kupiłam jego pół litrowe opakowanie! Co gorsze podczas zakupów, namówiłam na niego (tylko inną wersję) również moją koleżankę, oczywiście ona, też nie polubiła się z tym produktem. Nie dość, że żel nie zmywał makijażu, tylko go rozmazywał to jeszcze po jego zastosowaniu lepiła mi się cała buzia.
Z pozytywnych aspektów mogę powiedzieć tyle, że nie podrażnił mojej skóry, a opakowanie miało wygodną pompkę.
Męczyłam ten żel przez jakiś czas, ale już straciłam cierpliwość, wyrzucam go do kosza!




OCENA:

2/6




Wraz z nadejściem jesieni, po wielu próbach powrotu do blogowego życia, w końcu się udało. Teraz postaram się pisać do Was w miarę możliwości, regularnie. Uznałam, że należy Wam się kilka słów wyjaśnień, dlaczego zniknęłam z blogosfery na niemal trzy miesiące.
 Powodem nie było lenistwo, ani odpływ weny twórczej, czy znudzenie pisaniem bloga, tylko przeprowadzka....Po wielu latach wynajmowania mieszkania, w końcu doczekaliśmy się z mężem swojego, własnego domu. Nie wyobrażacie sobie ile czasu, pracy i poświęcenia wymagała od nas nie tylko przeprowadzka, ale też sama budowa domu i prace przydomowe. Teraz pomału wykańczamy  i urządzamy nasz dom. Jest jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia i mamy dosłownie kilka mebli, ale i tak jest super!

Tak, więc powracam do Was i dziękuję tym, którzy na mnie czekali:)




Jak zawsze o tej porze roku, gdy słoneczko już mocno przypieka, staram się lekko przybrązowić moją skórę, aby nie straszyć "trupio-bladymi" nogami. Moja karnacja należy do tych bardzo jasnych, a co za tym idzie nie opalam się zbyt szybko. W tym roku, aby nieco ocieplić moją skórę, skorzystałam z pomocy w postaci olejkowego balsamu brązującego do jasnej karnacji od marki Perfecta.







SKŁAD:





OPIS PRODUCENTA:

Olejkowy balsam brązujący stopniowo i delikatnie nadaje jasnej skórze odcień naturalnej opalenizny. Nawilża i regeneruje skórę dbając o doskonały wygląd ciała. Pomaga ujędrniać, modelować i wyszczuplać sylwetkę. Lekka, łatwo rozprowadzająca się i doskonale wchłaniająca konsystencja balsamu nie pozostawia smug ani tłustego odczucia na skórze. Tropikalny, aromatyczny zapach brazylijskiej passiflory doskonale relaksuje zmysły pozostawiając przyjemny, orzeźwiający zapach na skórze. STEP BY STEP bronze: Arabica Coffee & Macadamia Oil – odżywcze olejki – doskonale nawilżają, regenerują i poprawiają elastyczność skóry. Cocoa & Tropical Butter – regenerujące masła – wygładzają i chronią przed nadmierną utratą wody z naskórka. Brazilian Body Complex – aktywny kompleks wyszczuplający – spowalnia rozwój tkanki tłuszczowej, wspomaga i przyspiesza procesy spalania i rozkładu tłuszczu. DHA Bronze Effect – roślinny czynnik brązujący – powoduje stopniowe wyzwalanie ciemniejszego zabarwienia skóry. Balsam doskonale podkreśla i podtrzymuje opaleniznę uzyskaną naturalnie lub w solarium. Po 2-4 krotnej aplikacji jednego dnia skóra szybko nabierze kolorytu delikatnej opalenizny – doskonały efekt np. przed wieczornym wyjściem!



MOJA OPINIA:

Balsam od Perfecty to za pewne jeden z nielicznych produktów brązujących, który nie posada typowej woni dla tego typu produktów, co więcej ten balsam pięknie pachnie! Podoba mi się konsystencja tego produktu, która jest balsamowo-oleista, przy czym nie zostawia tłustego filmu i wchłania się niemal błyskawicznie. Aplikując produkt odczuwam lekkie chłodzenie skóry, które umila mi balsamowanie.

Najważniejsze, czyli brązowienie skóry: balsam brązowi skórę i nie tworzy na niej żadnych zacieków, czy smug. Efekt jest stopniowy i mało widoczny po pierwszym użyciu, co dla mnie jest wielkim plusem. Po kilku dniach aplikacji, skóra nabiera jednak zdrowo wyglądającej opalenizny, a przy tym pięknie pachnie i jest nawilżona.
 Cena produktu to około 14zł za 250ml. Dobra cena, świetne działanie, i piękny zapach!
OCENA;

5/6

Maseczka Lniana do włosów od Sylveco to jeden z tych produktów, o którym słyszałam wiele bardzo pozytywnych opinii, ale i wiele negatywnych. Niedawno wykończyłam całe opakowanie tego produktu i mam już o nim wyrobioną własną opinię. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak mi się sprawdziła to zachęcam do dalszej części postu.











Samo opakowanie prezentuje się bardzo uroczo:




OPIS PRODUKTU:



Hypoalergiczna maska do włosów z ekstraktem z nasion lnu zwyczajnego i olejem kokosowym przeznaczona jest do pielęgnacji włosów suchych i łamliwych. Jest bogata w składniki nawilżające i odżywcze, pozwala poprawić wygląd i kondycję włosów. Olej kokosowy, dzięki swoim wyjątkowym właściwościom, wykazuje zdolność przenikania do struktury włosa, zwiększa nawilżenie końcówek, zapobiega także ich rozdwajaniu się. Związki śluzowe, zawarte w nasionach lnu, powlekają i chronią włosy, znakomicie je wygładzając.

Nałożenie maski po umyciu ułatwia rozczesanie włosów, zapewnia efekt miękkich, lekkich i lśniących kosmyków. Stosowanie maski jako kompresu, przed myciem, zdecydowanie poprawia nawilżenie i zwiększa elastyczność włosów.


MOJA OPINIA:


Zauważyłam jeden, w sumie oczywisty, ale bardzo ważny szczegół, który sprawia, że maskę tą niektórzy określają "bublem" i mówią, że się nie sprawdza, a inni chwalą ją i piszą, że jest świetna. Sama należę do grona tych szczęśliwców, którym maska lniana sprawdziła się na włosach bardzo dobrze. Ten szczegół to: rodzaj włosów. Z tego co udało mi się zauważyć maska bardzo dobrze sprawdza się na włosach suchych, zniszczonych, rozjaśnianych, wysokoporowatych. Natomiast, kompletnie nie nadaje się do włosów zdrowych, niskoporowatych. Jako, że jestem posiadaczką wysokoporowatych włosów, z suchymi końcówkami, maska sprawdziła się u mnie świetnie.
Włosy były nawilżone, wygładzone, odżywione, lśniły i sprawiały wrażenie dużo zdrowszych niż są w rzeczywistości. Co ważne, chociaż produkt jest dość treściwy, nie obciążył moich włosów i nie spowodował szybszego ich przetłuszczenia. Maseczkę używałam dość często, nawet do każdego mycia i sprawdzała mi się znakomicie. Po jej użyciu włosy wyglądały na zdrowe i zadbane. Dodam, że używałam produktu jak zwykłą odżywkę ze spłukiwaniem, lub po umyciu trzymałam na głowie "kompres z maseczki", a po około 30-60 minutach ją zmywałam.

Podejrzewam, że przy zdrowych i niskoporowatych włosach, kosmetyk mógłby okazać się zbyt treściwy i przyniósłby efekt odwrotny do zamierzonego, czyli powodował oklapnięcie i przetłuszczanie się włosów.

Lniana maska od Sylveco ma znakomity skład, a  jej koszt to około 26zł za 150ml

Podsumowując, jestem na TAK, przy moim typie włosów. Maseczka od Sylveco to HIT dla tych, którzy mają suche, zniszczone i wysokoporowate włosy. Widocznie poprawia ich stan, nawilża, pielęgnuje, czyni włosy miękkimi w dotyku i sprawia, że błyszczą.


OCENA:

5/6